Nabożeństwo Wynagradzające Niepokalanemu Sercu Maryi – 04.10.2025

„Różaniec, choć prosty,
ma głębię, która przekracza nasze wyobrażenia;
jest modlitwą serca, która daje pokój duszy.”
św. Jan Paweł II

Październikowe Nabożeństwo Wynagradzające poprowadził ks. Tadeusz Cetera. Rozpoczynając Mszę św. ks. Proboszcz podkreślił, że październik jest miesiącem szczególnie poświęconym Królowej Różańca Świętego. Dlatego w swoich sercach powierzmy Jej siebie, nasze rodziny, parafie, naszą ojczyznę.

W homilii ks. T. Cetera rozwinął temat modlitwy różańcowej. Nawiązując do objawień fatimskich przypomniał, że Maryja prosiła ludzkość o odmawianie różańca. Nie po to, aby obciążyć nas kolejnym obowiązkiem, ale aby dać nam lekarstwo na niepokój, grzech, na duchowe zagubienie.

Ks. Proboszcz starał się wyjaśnić, na czym polega fenomen modlitwy różańcowej, uważanej przez niektórych za prymitywną.


Różaniec to modlitwa serca, która uczy nas patrzeć na życie oczami Ewangelii. Powtarzając słowa „Zdrowaś Maryjo” nie zatrzymujemy się na samej modlitwie, ale razem z Maryją rozważamy tajemnice życia Jej Syna. W tajemnicach radosnych odkrywamy piękno życia rodzinnego, w tajemnicach światła widzimy Chrystusa działającego w Kościele, w bolesnych uczymy się cierpliwości w trudach i cierpieniu, a w chwalebnych dostrzegamy cel naszej drogi – życie wieczne w niebie. A gdy Maryja prowadzi nas przez radosne, światła, bolesne i chwalebne tajemnice, uczy nas, że nasze życie – ze wszystkimi cierpieniami i radościami – ma sens tylko w Chrystusie.

Ks. Proboszcz wyszczególnił wiele „zalet” tej modlitwy. Przypomniał, że człowiek, który wytrwale sięga po różaniec staje się bardziej cierpliwy, pokorny, mniej podatny na pokusy, wychodzi zwycięsko z wewnętrznych bitew o o wiarę, o czystość serca, o miłość w rodzinie, o wytrwałość w dobrym. W tej walce różaniec staje się tarczą i mieczem, bo kto chwyta różaniec, ten chwyta dłoń Maryi.


W przededniu święta Matki Bożej Różańcowej Kaznodzieja przypomniał historię zwycięskiej bitwy chrześcijan pod Lepanto w 1571 roku.

Gdy do Europy dotarła wieść, że armada turecka opuściła porty Konstantynopola, Pius V uroczyście wezwał pomocy Matki Bożej. Przez następne tygodnie na wszystkich statkach chrześcijańskich codziennie odmawiano różaniec. Gdy cała flota zgromadziła się w Messynie, dominikanie i jezuici wędrowali z pokładu na pokład, spowiadając i sprawując Msze święte, papież zaś zarządził modły we wszystkich klasztorach. Po dniach modlitw i postów flota otrzymała rozkaz wypłynięcia w morze. Kiedy dwieście okrętów, jeden po drugim, mijało cypel portu, znajdujący się na ich pokładach ludzie klękali, by otrzymać błogosławieństwo nuncjusza papieskiego. Chrześcijańska armada ruszyła ku zatoce Lepanto, gdzie ostatni raz widziano wroga.


Nadszedł dzień 7 października, dzień jakby wyreżyserowany przez Boga. Nagle podniosła się spowijająca morze mgła i oczom żołnierzy ukazały się na horyzoncie setki żagli. Nie było wiele czasu na przygotowania do walki. Don Juan de Austria, dowódca chrześcijańskiej floty, przesiadł się na najszybszą brygantynę i przepłynął wzdłuż swoich okrętów, trzymając wysoko nad głową żelazny krzyż. Na flagowym okręcie admirał kazał wciągnąć na maszt wielką banderę z ukrzyżowanym Chrystusem. Wojsko było gotowe do boju.

Nierówne siły starły się na wiele godzin. Rozpętała się bitwa, od której wyniku zawisły losy całego chrześcijaństwa i Europy…

Bitwa pod Lepanto jest dla nas przykładem, że bywają cuda, w których Bóg wykorzystuje naturalny bieg rzeczy. Należą do nich wybór na dowódcę floty Austriaka Don Juana, syna Karola V, który okazał się wybitnym strategiem wojennym i zaskoczył przeciwnika swoją taktyką walki. Za cud można uznać fakt, że dumna Wenecja podporządkowała się obcemu admirałowi, podobnie jak za rzecz niemożliwą można było uznać rezygnację ze swojej władzy hiszpańskiego króla Filipa. Co najmniej za zrządzenie Bożej Opatrzności można uznać śmierć dowódcy floty tureckiej, Ali Paszy, na samym początku bitwy. Cudem, może najważniejszym, była też nieoczekiwana zmiana wiatru, która bardzo sprzyjała flocie chrześcijańskiej, a uniemożliwiała manewry muzułmanom. Przykłady można by mnożyć.


Bez wątpienia w bitwie pod Lepanto można dopatrzyć się pomocy Bożej, a towarzyszące jej cudowne wydarzenia znajdują swe źródło w pobożności walczących żołnierzy i w gorliwych modlitwach tych, którzy pozostali na lądzie. Tradycja odnotowała, że wczesnym wieczorem, kiedy kończyła się bitwa, w Rzymie wciąż trwała jeszcze procesja bractwa różańcowego, w której niesiono obraz Matki Bożej Śnieżnej – „Salus Populi Romani”. Pamiętać trzeba o modlitwie tysięcy innych ludzi, rozproszonych po całej Europie, którzy – zgodnie z wezwaniem papieża – przez wiele dni odmawiali różaniec i pościli w intencji zwycięstwa. Tym bardziej trzeba o nich pamiętać, że jednym z trzech krajów, który odpowiedział na błaganie Piusa V, była Polska.

Homilię ks. Proboszcz zakończył wezwaniem do systematycznej i szczerej modlitwy różańcowej: „…nie wypuszczajcie różańca z rąk! Niech to będzie modlitwa w waszych rodzinach — przed snem, przy wspólnym stole, w drodze do pracy. Niech będzie modlitwą za dzieci i młodzież, by nie utraciły wiary. Niech będzie modlitwą za Kościół i Ojczyznę, by trwały mocne w Chrystusie.


Na końcu życia każdy z nas będzie potrzebował przewodnika. Jakże piękne jest wyznanie wielu świętych, że ich przewodniczką była Maryja. Ona — jak Matka — prowadzi bezpiecznie. Różaniec jest Jej ręką wyciągniętą ku nam. Chwyćmy ją mocno i nie puszczajmy.

Niech ta pierwsza sobota stanie się dla nas nowym początkiem. Niech różaniec nie będzie tylko modlitwą odmawianą w październiku, ale codziennym światłem na naszej drodze. A wynagradzając Niepokalanemu Sercu Maryi, stajemy się częścią wielkiego Bożego planu – planu zbawienia i pokoju dla całego świata.”


W świetle świec i przy blasku księżyca odmawialiśmy różaniec, idąc ścieżkami Ogrodu Różańcowego „Zawierzenia Maryi”. Ks. Proboszcz rozważał tajemnice chwalebne, a modlitwie przewodniczyli lektorzy i ministranci oraz Dzieci Fatimskie, których stroje przywdziali tym razem najmłodsi mieszkańcy Rotowskiego.

Nabożeństwo zakończyło kapłańskie błogosławieństwo ks. Proboszcza, Apel Jasnogórski i procesja dziękczynna za ołtarz.

Warto zaznaczyć, że kilkadziesiąt minut po procesji różańcowej niebo zasnuły ciężkie chmury, z których popłynęły strugi deszczu.